Skomentuj (12)

2016/07/10

MAC Fleshpot

Kolejny pomadkowy post. Czy jeszcze kogoś to dziwi? Dążę do tego, żeby każdej swojej szmince zrobić osobny wpis. W razie, gdyby ktoś szukał danego koloru - zawsze może wrócić i przyjrzeć mu się z bliska. Może zdążę ogarnąć to jeszcze w tym wcieleniu. Ostatnie miesiące to dla mnie wielki szał na punkcie cielistego koloru. Zawsze pragnęłam mieć jasne, duże i soczyste usta. Niestety czasem naturze trzeba dopomóc. Tutaj na ratunek przychodzi konturówka i oczywiście odpowiednia pomadka!



Jak zapewne wiecie - pomadki MAC skradły moje serce już dawno, dawno temu. I choć teraz częściej sięgam po płynne produkty, te szminki zawsze będą zajmowały szczególne miejsce w moim sercu. Jeśli jeszcze nie próbowałyście, tak, powiem to, MAC oferuje najlepsze pomadki na rynku. Nie piszę tylko o gamie kolorystycznej, ale także o ich niesamowitej jakości. A wierzcie mi, przetestowałam wiele marek kosmetycznych, o czym świadczyć może moja niedomykająca się toaletka. Produktów do ust NIGDY zbyt wiele!



Fleshpot to beżowy odcień z domieszką różu, ale wpisując nazwę w wyszukiwarkę znajdziecie masę(!) dziwnie podkręconych zdjęć. Okazuje się, że ten sam kolor może być czystym beżem, różem, a nawet pomarańczem. Aaaah, swatche w internecie... Fleshpot jest nieco podobny do Myth, choć o ton jaśniejszy i mniej beżowy. Wygląda idealnie na skórze, pomimo że na pierwszy rzut oka może wydawać się dosyć jasny. Gdybym miała wybrać jedną, ulubioną pomadkę ze swojej kolekcji, z pewnością wskazałabym na ten odcień.



Pomadka ma satynowe wykończenie, przyjemną kremową konsystencję i charakterystyczny dla MAC - waniliowy zapach. Aplikacja jest bezproblemowa. Nie wysusza ust i nie podkreśla niedoskonałości. Trwałość znakomita, choć nieco krótsza, niż w przypadku wykończenia Matte. Jestem niezmiennie oczarowana tymi pomadkami! Jedynym minusem mogą być opakowania. Piękne, choć bardzo niepraktyczne. Jeśli posiadamy większą kolekcję, nie liczmy na szybkie odnalezienie danego koloru. Dajcie znać, czy udzieliła się wam już MAComania! I przede wszystkim - podzielcie się waszymi ulubionymi cielistymi pomadkami.


(zestawienie kilku moich ulubionych cielistych pomadek - zdjęcie z @majlajfbeauty 
od góry: MAC Fleshpot, MAC Strip Poker, Essence Stay Matte Lip Cream in Soft Nude, 
Too Faced Melted Lipstick in Nude, Golden Rose Velvet Matte 30)

Zapraszam was na moje konta społecznościowe, gdzie możecie znaleźć mnie zdecydowanie częściej.
Instagram @majlajfbeauty, Facebook fb/beautymajlajf, a także na Snapchat, jeśli lubicie prywatę - majlajf.

Jo 
Skomentuj (10)

2016/05/16

Melted: Liquified Long Wear Lipstick

Wchodząc na mojego bloga z pewnością możecie zauważyć, że jest on w ogromnej mierze poświęcony... Produktom do ust. Co poradzę? Usta, zaraz obok rzęs, to jeden z najważniejszych elementów twarzy. Taki, który zwraca na siebie uwagę, zwłaszcza wiosną, kiedy często rezygnujemy z mocnego makijażu oka i kreski na rzecz soczystych, mocno napigmentowanych pomadek. Nie każda z nas ma odwagę czy ochotę sięgać po neony, dlatego dzisiaj pokażę wam bardzo dziennie pomadki, które są nie tylko świetne jakościowo, ale także będą współgrały z waszą opalenizną, okularami i całym wiosennym outfitem.


Pomadki Melted kupiłam, kiedy tylko marka Too Faced pojawiła się w Sephorze. Bardzo ubolewam nad faktem, że nie wszystkie kolory są dostępne w Polsce. Jak zwykle pod górę... Tak, jestem wdzięczna za to, że mamy coraz łatwiejszy dostęp do kosmetyków zagranicznych firm, ale chyba każda z nas marzy o 'pełnej ofercie', zwłaszcza, kiedy upatrzyła sobie dany kolor.

Melted przychodzą do nas w pięknych opakowaniach ze złotymi detalami. Tubka, w założeniu, miała odpowiadać kolorowi kosmetyku, co znacznie ułatwia poranne przeszukiwanie toaletki. Produkt ma bardzo wygodny twardy, gąbeczkowy aplikator, który dzięki malutkim dziurkom dozuje odpowiednią ilość pomadki. Niestety, w środku, opakowanie szybko się brudzi, więc wymaga częstego mycia, jeśli podobnie jak ja - nie lubicie umazanych kosmetyków.




Kosmetyk jest niesamowicie napigmentowany! Niesamowicie. Producent trafił w dziesiątkę nazywając ten produkt 'roztopioną pomadką'. Na ustach pozostawia bardzo przyjemne, kremowe wykończenie, które lekko zastyga i wtapia się w skórę. W miarę noszenia w ciągu dnia - zamienia się w mat, jednak nie da się osiągnąć nią płaskiego efektu. Pomadka jest bardzo trwała. Oczywiście każdy(!) produkt do ust nakładam na konturówkę, niezależnie od tego, jakie ma wykończenie i kolor - co w dużym stopniu wpływa na trwałość. Jednak Melted nie straszne jest ani picie, ani jedzenie. Ściera się łagodnie od wewnętrznej strony ust. Nie tworzy linii, grudek, nie zbiera się. Oczywiście - zostaje na szklankach, ale która pomadka tego nie robi?




 (od lewej: Melted  Marshmallow, Melted Nude)

Zapach nie każdemu może przypaść do gustu. Osobiście uwielbiam kosmetyki, które pachną... Kosmetykami. Takimi starszymi. Melted to jeden z nich. Specyficzny, ale przyjemny zapach. Nie utrzymuje się jednak na ustach.



Jedynym minusem może być to, że do używania tej pomadki trzeba się przyzwyczaić. Najlepiej wklepywać produkt w usta. Zbyt duża jego ilość może nieestetycznie zebrać się wewnątrz, tworząc brzydko odcinającą się linię, dlatego nie polecam wyciskania dużej ilości kosmetyku od razu na skórę. Uważajcie też na suche skórki, bo pomadka może je podkreślać. Jednak nigdy nie zaliczam tego do minusów - peeling, porządnie nawilżający balsam i problem z głowy.

Too Faced przygotowało bardzo szeroką gamę kolorystyczną, w której każda z nas znajdzie coś dla siebie. Dostajemy aż 12ml bardzo dobrego jakościowo produktu, przy czym standardowe pojemności płynnych kosmetyków to około 5-6ml, więc moim zdaniem warto zainwestować. Teraz pojawiła się także wersja 'czekoladowa' i całkowicie matowa. Mam nadzieję, że ta druga znajdzie się również w polskich Sephorach, bo nie ukrywam, że Too Faced jest jedną z moich ulubionych marek kosmetycznych.


Zapraszam was na moje konta społecznościowe, gdzie znajdziecie mnie zdecydowanie częściej.
Instagram @majlajfbeauty, Facebook fb/beautymajlajf, a także na Snapchat, jeśli lubicie prywatę - majlajf.

Jo 
MAJLAJF © . Harlie Ave Design .